"KTO JEST KIM..."
Szukaj:
Zaawansowane
Pogoda
Fora Wątki Nowy wątek Podgląd do wydruku
Start > Motolotnie / Samoloty UL > O mało co ... > Wątek
Odcięcie silnika przy starcie
przez Konrad Ziębakowski 08-12-2016 - 21:40:39
 
Hej,
Pora przewietrzyć tą część forum! Na dobrą sprawę nie wiem, czy to się akurat tutaj nadaje, ale wysunęły mi się pewne wnioski po całej sytuacji, którymi chciałem się podzielić. No i faktycznie było "o mało co".

Miejsce: Tegoroczna Łomża (kto był, to już wie o czym chciałem napisać)

Tło wydarzenia: W sobotę miałem zademonstrować lot z 400m wstęgą. Wstęga podczepiona do motolotni, ja rozgrzewam silnik na samym końcu pasa, a nawet parę metrów przed nim. Wstęga podczepiona do motolotni i wyciągnięta (esując) wzdłuż pasa. Długa jak cholera, więc muszę zaraz po starcie iść ostro w górę, żeby o nic nie zahaczyć i żeby mi starczyło łomżyńskiej łąki na jej całkowite poderwanie. Po solidnym nagrzaniu silnika, gaz w podłogę i start. Początek super, ale na wysokości około 10m ciach - odcięło zapłon. Nic nie strzeliło, nic nie uderzyło po prostu - sekundę wcześniej śmigło jeszcze się kręciło, a dwa uderzenia serca później już nie. Biorąc pod uwagę, że mam podczepioną wstęgę (ponad 3/4 jej długości jeszcze leży na ziemi), idę ostro w górę na bardzo małej prędkości postępowej (tzw. "na silniku" ) odcięcie zapłonu w tym momencie to czarny scenariusz. Ba, nawet bardzo czarny! Doskonale pamiętam co wtedy sobie pomyślałem, a właściwie "wybuchły" mi dwie myśli: TNIJ WSTĘGĘ!!! oraz "RZEKA!!" (na wprost pasa, kurs kolizyjny z kierunkiem startu przecina stycznie rzeczka). Deficyt czasu był tak mały, że zdążyłem odciąć wstęgę i delikatnie zboczyć z kursu. I tak, na lekkim ściągnięciu, z gigantycznym niedoborem prędkości (prawie na przeciągnięciu) przyziemiłem. Mocno. Ale na 3 koła, które wszystko zamortyzowały. Ja cały, motolotnia cała, nikt i nic nie ucierpiało. Uffff! Teraz chwilę o przyczynie i wspomnianych wnioskach.

Przyczyna była prozaiczna, ba głupia wręcz, ale żeby wiedzieć o co chodzi muszę najpierw w kilku słowach opisać moją instalację paliwową. Posiadam dwa zbiorniki: główny (standardowo pod siedzeniem pasażera) i dodatkowy (na maszcie). Zbiornik masztowy ma odcięcie, które mogę przełączać w locie. Cały system działa tak, że paliwo będzie zawsze najpierw pobierane z górnego zbiornika i po to jest odcięcie - żeby nie pobrało powietrza, jak paliwo się skończy. Przeważnie nie latam na zbiorniku masztowym, a korzystam z niego na zawodach, lub w długiej trasie (w spoczynku mogę przelać paliwo z masztu do głównego). Górny zbiornik jest napełniany (zabudowaną pompką elektryczna) paliwem z dolnego zbiornika. Przed startem z wstęgą tankowałem paliwo. Do głównego zbiornika nie weszło wszystko z bańki - pozostało około 2l. Żeby nie użerać się później z tymi 2 litrami przełączyłem instalację na zbiornik masztowy i elektryczną pompką przelałem trochę paliwa ze zbiornika głównego. Po chwili mogłem już te 2 litry dolać do zbiornika głównego. Wyłączyłem pompkę, przejrzałem sprzęt, wsiadłem i podkołowałem na koniec pasa. Tam podpięcie wstęgi, rozgrzanie silnika i start. A teraz co się stało: nie odciąłem zbiornika masztowego. Więc kołowanie i rozgrzewanie silnika było na paliwie z masztowego. Te przelane 2 litry wystarczyły tylko na kołowanie, rozgrzanie i rozbieg. Po pójściu w górę paliwo z masztowego się po prostu skończyło. I tak pomimo tego, że w głównym zbiorniku miałem jeszcze 40l paliwa, gaźniki "pociągnęły" powietrze zamiast paliwa. Silnik stanął.

Wnioski: Jak później w głowie analizowałem sobie, jak to się mogło stać, że po prostu zapomniałem odciąć masztowy, dochodzę do wniosku, że przez brak skupienia. W Łomży, jak to na każdych pokazach - ktoś podchodzi, z kimś się witasz, rozmawiasz etc. Przegląd przedstartowy wykonałem, ale zabrakło mi na sam koniec jednego elementu - zatrzymania się i analizy: czy wszystko na pewno jest ok? Uratowało mnie chyba to, że przed startem analizowałem co się może stać źle i co powinienem zrobić jakby coś poszło nie tak. Wszystkie wyjścia z awaryjnej sytuacji rozpoczynały się od "odetnij wstęgę". I "automat" zadziałał - zrobiłem to. Reszta to szczęście i dobre wyszkolenie - wiecznie powtarzane: cały czas planuj i ćwicz lądowania awaryjne. Myśląc teraz o tym "na zimno", uważam, że parę rzeczy przy lądowaniu mogłem inaczej zrobić, parę lepiej i to lądowanie byłoby takie, jak każde. Ale na prawdę - jestem zszokowany jak bardzo mało czasu było, jak silnik już stanął. Z całej tej sytuacji, oprócz w/w zwiększonej uwagi podczas przeglądu wysunął mi się jeszcze jeden wniosek - zawsze planuj lądowanie awaryjne. Podczas trasy, na dużej wysokości od zawsze mój mózg działa: "jakby mi teraz zgasł to wyląduje... o tutaj, a jak teraz to tam, a jak za 3 minuty to tam będzie łączka, a jeszcze później to dolecę o do tamtej". Teraz jeszcze wiem, że taką analizę odcięcia przy starcie należy wykonać zawsze PRZED startem, bo w trakcie nie będzie na to czasu. No i przede wszystkim: pasa i kut*sa nigdy za wiele!

Uffff, ale się rozpisałem. Jeżeli dotrwałeś do końca, to gratulację grinning smiley A jeżeli miałeś podobną sytuację to proszę podziel się nią - chętnie także przyswoję sobie Twoje wnioski - co dwie głowy to nie jedna!
Konrad Ziębakowski
Dołączył: 3 lat temu
Posty: 66

Ranga:

  brązowa
Bardzo dobry nawyk na przelotach "w razie czego to tamta łączka, a jak już się oddala to tamta, a jak ta już daleko to tamta droga i... kur...a, ten lasek to przelecę na ściśniętych pośladkach" - tu na śląsku częściej tak latamy.

Jak widać na Twoim przykładzie, wyszkolenie to ważna rzecz, a bagatelizowanie najdrobniejszych uwag instruktora to proszenie się o kłopoty. Dobrym nawykiem jest na swoim lotnisku macierzystym ćwiczenie cyklicznie wyłączenie silnika na "300-stu" i lądowanie w punkt.

Pozdrawiam
avatar

Tomasz Lisowski (Liseczek)
Dołączył: 8 lat temu
Posty: 1330

Ranga:

  złota
Re: Odcięcie silnika przy starcie
przez Robert Olszak 09-12-2016 - 11:34:18
 
Cytat
Tomasz Lisowski (Liseczek)
kur...a, ten lasek to przelecę na ściśniętych pośladkach"

Ja osobiście takie laski i większą wodę wolę omijać jak jest możliwość. A jak nie, to mam więcej stresu, niż przyjemności z takiego lotu.

Robert

[www.oksl-goledzinow.pl.tl]
avatar

Moderator
Robert Olszak
Dołączył: 8 lat temu
Posty: 1087

Ranga:

  złota
Re: Odcięcie silnika przy starcie
przez ZBYSZEK P 19-01-2017 - 09:01:04
 
Byłem widziałem gratuluje refleksu i udanego lądowania awaryjnego . Co tu dużo pisać po prostu dobry opanowany pilot .
Chciałbym nawiązać do układu paliwowego . W mojej motolotni zbiorniki paliwowe mam tak samo rozmieszczone jak u Ciebie ale sposób korzystania z zapasu jest zdecydowanie prostszy i myślę że niezawodny ( jak do tej pory ). Pomiędzy zapasem a zbiornikiem głównym umieściłem zaworek który mogę
otworzyć również podczas lotu , paliwo grawitacyjnie spływa do zbiornika dolnego i to wszystko .

pozdrawiam Zbyszek p
ZBYSZEK P
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 38

Ranga:

  brązowa
Zbyszku,
Taż brałem taką opcję rozwiązania pod uwagę, jednakże ze zbiornika masztowego korzystam głównie na zawodach (ekonomia), a tam konieczne jest bieżące nadzorowanie poziomu paliwa z wysoką precyzją. W dolnym nie mam jak, natomiast masztowy ma nawigator na wysokości oczu smiling smiley
Pozdrawiam



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2017-01-19 10:05 przez Konrad Ziębakowski.
Konrad Ziębakowski
Dołączył: 3 lat temu
Posty: 66

Ranga:

  brązowa
Cytat
Robert Olszak
(...)laski i większą wodę wolę omijać jak jest możliwość. (...)
u nas czasem ciężko ominąć. Robert, zapraszam w nasze strony. Tu jest więcej lasów niż w pozostałej części Polski (pomijając może Mazury), a jak się las kończy to od razu miasto. Przyleć i polatamy np. z Gliwic lub Muchowca w różne strony i zobaczysz że nie ma tak łatwo, jak nie las to miasto, a potem i tak jakiś CTR Ci w drogę wejdzie.
P.S. Miały być zmiany w CTR'ach krakowskim i katowickim - muszę się przyglądnąć sprawie
avatar

Tomasz Lisowski (Liseczek)
Dołączył: 8 lat temu
Posty: 1330

Ranga:

  złota
 

Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować